RSS
wtorek, 19 sierpnia 2014
Muzeum Kapitalizmu

W sobotę rozebraliśmy wystawę, która była jedynie wprowadzeniem do większego projektu, nazwanego przez nasz kolektyw: "Muzeum Kapitalizmu". Przygotowywaliśmy ją prawie rok. Od idei "make capitalism a history" do pomysłu na ogromne muzeum zbierające tematy związane z miastem, ekologią, gospodarką, gender, rasizmem, kontrolą i przemocą do ostatecznej wystawy, która skupiła się w dwóch pokojach: kapitalistycznej gospodarce i kapitalistycznym mieście. Przez dwa miesiące zobaczyło ją ponad 3 000 osób! Mieliśmy też wspaniałą prasę i ciekawe dyskusje podczas naszych dyżurów:)

Dla wszystkich osób, które nie zdążyły przeczytać krótkiej historii kapitalizmu, którą napisałam dla Muzeum, publikuję ją także tu: History of Capitalism//Geschichte des Kapitalismus (w języku angielskim i niemieckim). To kilkunaście najważniejszych wydarzeń, których reperkusje odczuwamy do dziś.

Museum des Kapitalismus

Interaktywny eksponat - Historia Kapitalizmu.

Dla mnie ta sobota była także symbolicznym pożegnaniem się po dwóch latach z aktywizmem w Berlinie i zarazem z tym wspaniałym różnorodnym i niepokornym miastem, które przygarnie każdą_ego, oferując przestrzeń do buntu i do działania, zabawy i zaangażowania politycznego.

A jesienią już Londyn!

poniedziałek, 28 lutego 2011
Manifa po100laty w Krakowie

Luty przebiegł niespodziewanie, a tu już marzec i wielkimi krokami nadchodzi... manifa! W tym roku będziemy świętować 100 - lecie marszów kobiet w Krakowie. Sufrażystki, feministki, emancypantki, robotnice, wszystkie kobiety ramię w ramię maszerowały, przemawiały, postulowały i zmieniały rzeczywistość. Aktywność naszych prababek i babek oraz ich skuteczność była ogromna.

19 marca (w ten dzień na początku XXw. świętowano Dzień Kobiet) 1911 r. ponad milion kobiet w Europie wyszło na ulice, aby żądać praw wyborczych (w USA demonstrowały już od 1858 r.). W Krakowie na czele Marszu szło tysiąc robotnic z cygarfabryki (C.K. Fabryki Tytoniu):

Przyjęły one następującą rezolucję:
"W imieniu kobiet klasy pracującej podnosimy dziś żądanie politycznego równouprawnienia kobiet z męską ludnością państwa.
Żądamy dla wszystkich dorosłych kobiet pełnego prawa obywatelstwa, przede wszystkim czynnego i biernego prawa wyborczego do Rady państwa, sejmu, gminy, i dopuszczenia ich do stowarzyszeń politycznych.
Żądamy tych politycznych praw jako niezbędnej broni do walki:
a) o ochronę życia i zdrowia kobiet pracujących, jako też podniesienie ich stopy zarobkowej, aby ochronić dzieci przed koniecznością oddawania ich przedwcześnie do pracy zarobkowej;
b) do walki przeciw drożyźnie środków żywności i mieszkań, która nas skazuje na nędzny byt;
c) do walki o dobre szkoły dla dzieci naszych, o opiekę lekarską dla chorych, o ludzki byt dla wdów i sierot, o życie bez troski dla starców.
Tak jak pracujemy ramię przy ramieniu z naszymi braćmi, ojcami, mężami, z naszymi synami w fabrykach i warsztatach, na budowach i kopalniach, w handlach i biurach, we własnym i cudzym domu, tak chcemy ręka w rękę z nimi walczyć o uwolnienie klasy pracującej z więzów wyzysku ekonomicznego i politycznego ucisku, i tak jak nas państwo na równi z mężczyznami temu samemu prawu karnemu poddaje, żądamy też od niego równych praw i równej możności bronienia najżywotniejszych naszych interesów".
(Cały tekst dostępny tu: lewicowo.pl)

Postulaty sprzed wieku, a jakże aktualne…

W tym roku w Krakowie spotykamy się 6 marca o godz. 13 pod dawnym budynkiem Ujeżdżalni przy ul. Rajskiej (naprzeciwko Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej) i będziemy maszerować historyczną trasą: przez Rajską, Karmelicką, Szewską, Rynek, pod magistrat. Podobnie jak 100 lat temu, nasze postulaty kierujemy do władz miasta Krakowa.

Postulaty znajdują się na stronie: po100laty.wordpress.com

Chodźmy razem!

sobota, 29 stycznia 2011
Przemoc - problem nr 1

"Interwencja w kryzysie, kryzys w interwencji, refleksje / analizy / krytyka" - taką publikację właśnie wydają dziewczyny z TIKu, w której próbuję szacować koszty przemocy.

Z przemocą spotyka się każdy z nas. Dotkliwiej doświadczają jej kobiety. Przemoc powoduje ogromne szkody w ich mieniu prywatnym, a także obciąża środki publiczne, a długofalowo wpływa na funkcjonowanie całej gospodarki. Tragiczne skutki aktów przemocy, takie jak ból, cierpienie, urazy fizyczne, działanie pod presją, czy lęki, odbijają się finansowo z jednej strony na ośrodkach pomocy społecznej, szpitalach, szkołach, czy organizacjach pozarządowych, a z drugiej na pracodawcach oraz na osobach bliskich, które udzielają pomocy ofiarom. Dodatkowe koszty to utracenie pełnej sprawności (fizycznej i psychicznej), degeneracja ofiar, uzależnienia, bezdomność, próby samobójcze. Brak pomocy dzieciom – świadkom lub ofiarom przemocy domowej - może przyczynić się do popadania przez nie w alkoholizm, prostytuowania się, przystępowania do grup przestępczych. To tylko kilka z wielu zagrożeń, których koszty ponosi całe społeczeństwo.

Najbardziej szczegółową i jak dotąd najszerszą analizę kosztów przemocy przeprowadziło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Wielkiej Brytanii, po raz pierwszy w 2000 r., a następnie dokonało aktualizacji danych w latach 2003-04.

W opracowaniach tych szacowano koszty korzystania z usług: wymiaru sprawiedliwości (w tym policji), opieki zdrowotnej, pomocy społecznej, gospodarki komunalnej i postępowania cywilnego. Służby te ponoszą rocznie koszty wielkości 3,1 mld GBP. Drugi rodzaj kosztów związany był z absencjami w pracy i przez to utratą dochodów zarówno przedsiębiorstw, jak i ofiar przemocy. Obliczono, że straty ponoszone przez gospodarkę z tego tytułu wynoszą 2,7 mld GBP rocznie. Ostatni rząd wielkości dotyczył nakładów finansowych, które społeczeństwo byłoby skłonne ponieść, aby uniknąć bólu i cierpienia. Składają się one na kwotę w wysokości 17 mld GBP. Te ostrożne szacunki dają kwotę ok. 23 mld GBP, które przy obecnym całkowitym budżecie Wielkiej Brytanii wynoszącym 661 mld GBP stanowią niebagatelną kwotę.

Sytuację w Polsce opiszę zaraz po ukazaniu się publikacji (i podlinkuję do bloga). Jako że zbliża się tegoroczna manifa i należałoby przedstawić konkretne postulaty - moim zdaniem konieczne jest podejmowanie dalszych wspólnych wysiłków na rzecz eliminacji przemocy.

Eksperci Rady Europejskiej wskazali, że na 7 500 mieszkańców powinno przypadać jedno miejsce w schronisku, a minimalnym standardem jest jedno miejsce na 10 tys. mieszkańców (czyli w Polsce byłoby to 3 800 miejsc, gdzie utrzymanie jednego miejsca to ok. 1 200zł miesięcznie wraz z opieką i wyżywieniem, większość schronisk w związku z brakiem dofinansowań utrzymuje się za połowę tej kwoty na 1 mieszkańca). Pozostałe minimalne standardy to: co najmniej jeden bezpłatny, ogólnokrajowy, całodobowy telefon zaufania dla ofiar i sprawców, odpowiednie standardy w zakresie bezpieczeństwa w schroniskach, ogólnopolska sieć specjalistycznych ośrodków interwencyjnych i poradniczych (co najmniej 1 na 50 tys. mieszkańców, czyli 760 ośrodków, koszt utrzymania np. Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Oświęcimiu w 2008r. wyniósł 52 tys. zł, w większych miastach koszty te będą zdecydowanie wyższe), dzięki współpracy z innymi instytucjami (policja, straż miejska, szpitale) automatycznie powinno zaoferować się ofierze i sprawcy pomoc i wsparcie instytucjonalne. Zwracając uwagę nie tylko na karanie, ale także na terapię sprawców i naukę metod radzenia sobie z agresją nie opartych na przemocy, organizacje pomocowe wskazują na potrzebę wsparcia finansowego gmin dla tworzenia lokalnych programów przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Największym jednak zaniechaniem jest opieszałość sądów oraz niska skuteczność systemu śledczo–sądowniczego. Czyli potrzebne są zmiany systemowe.

Niestety akceptacja przemocy wobec kobiet i osób słabszych rzutuje także na stosunek ludzi do zwierząt. Bestialskie zamordowanie psa huskiego w listopadzie (przez urwanie głowy) spowodowało odzew i organizację w całym kraju marszów (nie)milczenia. W Krakowie już za 2 tygodnie. Trzeba działać, nie można sankcjonować tego status quo. My też możemy mieć wpływ na zmianę rzeczywistości!

Finalny artykuł można pobrać tu: >>pobierz

Przemoc powoduje ogromne szkody nie tylko w mieniu prywatnym ofiar, ale również obciąża środki publiczne, a długofalowo wpływa na funkcjonowanie całej gospodarki. Tragiczne skutki aktów przemocy, takie jak ból, cierpienie, urazy fizyczne, działanie pod presją, czy lęki, odbijają się finansowo z jednej strony na ośrodkach pomocy społecznej, szpitalach, szkołach, czy organizacjach pozarządowych, a z drugiej na pracodawcach oraz na osobach bliskich, które udzielają pomocy ofiarom. Dodatkowe koszty to utracenie pełnej sprawności (fizycznej i psychicznej), degeneracja ofiar, uzależnienia, bezdomność, próby samobójcze. Brak pomocy dzieciom – świadkom lub ofiarom przemocy domowej - może przyczynić się do popadania przez nie w alkoholizm, prostytuowania się, przystępowania do grup przestępczych. To tylko kilka z wielu zagrożeń, których koszty ponosi całe społeczeństwo.
niedziela, 19 grudnia 2010
Na święta i nowy rok

Jak na święta - to prezenty. Ale nie nie, tylko dla grzecznych dzieci. A jak nie dzieci (ich coraz mniej się rodzi) to może obdarujemy biznes. Bardzo ujęła mnie akcja LSF Rozgwiazdy i Agaty Olejniuk, które zaproponowały takie oto kartki:

Tak tak, mieszkamy w kraju, w którym nie włącza się obywateli w podejmowanie decyzji, które pozostawia się neoliberalnym ekspertom, działającym na szkodę społeczeństwa i pogłębiającym rozwarstwienie społeczne (10proc. społeczeństwa, które otrzymuje największą część dochodów z rynku, płaci równocześnie najniższe podatki w porównaniu z innymi krajami OECD).

Trafny jest również happening zorganizowany przez krakowskie FA:



Na nowy rok: powdyżka podatku VAT (również na leki z 7 do 8 proc. oraz na książki i czasopisma z 0 na 5 proc.!) i cięcia budżetowe, głównie społeczno-socjalne (5 mld zł). Cięcia ominęły grupy z mocnym poparciem politycznym czy dobrze zorganizowane związki zawodowe. Uderzą za to w rodziny, bezrobotnych i w osoby otrzymujące zasiłki po zmarłych. Rozważanych propozycji „reform budżetowych” może być w kolejnych latach znacznie więcej.

Wydawałoby się również, że Konstytucja oraz ustawa o pomocy społecznej zapewniają każdej/mu obywatelce/owi tego kraju prawo do pomocy społecznej. To prawo, jak widać, jest w niektórych przypadkach zawieszane. W lipcu br. rząd przyjął w trybie obiegowym, bez debaty publicznej, rozporządzenia wykonawcze zamrażające pułap dochodów uprawniających do pomocy społecznej do 2012 roku. Zasiłek stały, którego wysokość również została zamrożona na poziomie 444zł przysługuje jedynie osobom otrzymującym wynagrodzenia niższe od kryterium dochodowego w pomocy społecznej, czyli 351 zł na osobę (jest to kwota niższa od minimum egzystencji, poniżej którego grozi śmierć biologiczna). W Polsce 2,1 mln osób korzysta ze świadczeń pomocy społecznej, jednak nikt nie przeprowadzał wśród nich badań ani nie konsultował zmian w rozporządzeniach. A z biznesem i owszem. Teraz wiemy, dokąd mkną prezenty.

Hohoho, dziękujemy ci nasz miłościwie panujący rządzie! Happy yule! 

 

poniedziałek, 15 listopada 2010
Wybory za pasem

Zbiżają się wybory samorządowe. Jak to w naszym pięknym kraju, wiele okazji do śmiechu (i płaczu).

prof. Magdalena Środa w Fakcie tak oto wypowiada się w kwestii (re)prezentacji:

"Nic złego nie widzi w takim promowaniu siebie etyczka i feministka, prof. Magda Środa. – Z jednej strony te kandydatki utwierdzają stereotyp kobiety widzianej jako obiekt seksualny, ale z drugiej przynajmniej w końcu świadomie korzystają ze swojego ciała i robią to we właściwym celu – tłumaczy."

A plakaty wyglądają tak:


albo tak:

I teraz rozumiem wypowiedź studentki:

"Kobiety i mężczyźni w swojej pracy zawodowej nawet na samym początku nie moją równego startu, niestety ale kobieta pokonuje dużo więcej barier niż mężczyzna, ponieważ on ma do pokonania tylko konkurencję. Natomiast kobieta musi zmagać się z mężczyzną oraz ze stereotypem!! Stereotyp?? Proszę bardzo – kobieta matka oraz kobieta, która nie będzie potrafiła być dobrym politykiem.

Parytet płci, moim zdaniem, nie jest niczym innym jak tylko wyrazem poprawności politycznej. Wydaje mi się, że nie może przyjmować absurdalnej formy - podział po połowie – to dla mnie działanie nieracjonalne. Gdybym była pracodawcą, to nie chciałabym aby moją politykę kadrową kształtowała zasada zatrudniania „pół na pół”. Ja po prostu chciałbym mieć dobrych pracowników niezależnie, jakiej oni są płci i to sam odnosi się do polityki.

Przytoczę tutaj moją rozmowę z mężem na temat równouprawnienia - ja tłumaczę co jak i dlaczego a mój mąż wizję równouprawnienia rozumie w sposób najbardziej radykalny z możliwych i mówi: „…wiesz nie umiem sobie tego wyobrazić, to co ja będę gotował obiady, a Ty wymienisz olej w samochodzie…” Ręce opadają…(i mam ochotę mu odpowiedzieć: nie, od jutra ty zajdziesz w ciążę).  Skoro mój mądry mąż mówi taki głupoty to ciśnie mi się tylko jedno na myśl, że całe społeczeństwo ma stereotypowe wyobrażenia równości. Uważam, że równość płci to stwarzanie równych możliwości dla kobiet i mężczyzn, czy to będzie strefa prywatna czy publiczna." 

No i na koniec element humorystyczny, poza systemem (i wyborami), czyli monarchiści - anarchiści - fragment z Monty Pythona:


piątek, 22 października 2010
Powrót smoka

Od sierpnia wrze dyskusja nad budżetem, komu zabieramy (przecież wiadomo, że najbiedniejszym - rząd zaplanował odpowiednio największe oszczędności na wydatkach społeczno-socjalnych (5 mld zł)), komu dajemy ulgi (najbogatszym, niech nie płacą podatków, a co!, swoją drogą jak wyglądał mechanizm kształtowania się wynagrodzeń np. takich menadżerów w stosunku do szeregowych pracowników najlepiej opisuje Dunn - link do książki "Prywatyzując Polskę" w prawym menu bloga).

Nie dość, że cięciobsesja (za Kowalikiem) to jeszcze smok powraca na salony. Otóż: fundacja profesora Leszka Balcerowicza (Forum Obywatelskiego Rozwoju) uruchomiła 28 września 2010r. w centrum Warszawy "Licznik Długu Publicznego" przygotowany przez „Koalicję na rzecz Zmniejszenia Długu Publicznego”. Ustawiony na pawilonie „Cepelii” przy skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej wielki ekran świetlny pokazuje, że państwo ma do spłacenia ponad 732 mld złotych długu.

Co to oznacza? Że neoliberałowie nie schodzą ze sceny dalej dyktując rządowi rozwiązania, które powinien przedsięwziąć. Milczą jednak na temat wyrównywania szans i zmniejszenia przepaści między bogatymi a biednymi. A to dziwne, bo jednak świat się reformuje i nie podejrzewałabym, że z ust Fukuyamy (konserwatywnego amerykańskiego ekonomisty) padną takie oto słowa:

"Padliśmy ofiarą potężnej ideologii, której centralnym punktem była wiara w rynek, jego nieomylność, nieuchronność poddania się jego prawom. Ekonomiści uwierzyli, że są w stanie stworzyć jedynie prawdziwą naukę społeczną i odkryć ponadczasowe, uniwersalne, obiektywne prawa, które uwolnią ludzkość od nieracjonalnych uprzedzeń i złudzeń. [...] Obalając hipotezę efektywności rynku, kryzys podważył racjonalne uzasadnienie różnic społecznych. To niszczy moralny fundament systemu produkującego rosnące nierówności."

Propozycje mam następujące: krokiem ku sprawiedliwości społecznej jest zmiana systemu podatkowego, odciążenie najuboższych poprzez obniżenie podatku VAT, a nałożenie podatku na majątki; nacjonalizacja surowców i kluczowych gałęzi gospodarczych; deprywatyzacja.

Kolejnym zaskoczeniem była inna wypowiedź liberała - Waldemara Kuczyńskiego (czyżby zwrot w lewo?): "Jak jest z Polską? Jest dostatecznie niepokojąco, by problem stał się priorytetem polityki rządu, ale nie jest tak zatrważająco, by nerwowym biciem w alarmowe dzwony wywoływać panikę wśród ludzi niezorientowanych, a łatwo wierzących w złe wieści. By dostarczać sensacji dla mediów i palnego materiału dla polityków, którzy, jeśli nawet mają wiedzę ekonomiczną, to nie mają skrupułów w korzystaniu z bzdur opatrzonych autorytetem dla podlizania się publiczności i niszczenia wrogów.  

Taką bzdurą puszczoną niefrasobliwie w obieg przez Krzysztofa Rybińskiego jest fraza o tym, że Tusk zadłuży Polskę dwa razy bardziej niż Gierek. Nikt, kto liznął ekonomii, nie weźmie jej serio, ale wielu Polaków nie liznęło, a ponadto jest sporo tych, którzy chętnie z cynizmem strzelają tą frazą do rządu. 25 mld dol. długów gierkowskich to była równowartość ponad trzech lat ówczesnego eksportu za dewizy. 70-80 mld dol. obecnego długu zagranicznego to równowartość półrocznego eksportu.

Dzisiejszy całkowity dług Polska obsługuje bez trudu, utrzymując sporą wiarygodność na rynkach finansowych. Obsługę ówczesnego musieliśmy na lata zawiesić, by nie płacić, plując krwią. Nasze rezerwy walutowe wynoszą (luty, dane NBP) 85 mld dol. Wtedy były zerowe. By móc zapłacić za najpilniejszy import, czekano, aż na konta wpłyną pieniądze za eksport węgla. [...]

Leszek Balcerowicz uruchomił ostatnio licznik długu publicznego, na którym migają powiększające go cyferki, co wywołuje wrażenie, a u nerwowo mniej odpornych także przerażenie, bo widzą w tych cyferkach nabieranie wody przez polski statek. To mylne wrażenie, bo jednocześnie bije licznik wzrostu bogactwa kraju, którego w naszej pełnej czarnowidztwa Polsce nikt oczywiście nie zbudował i nie zbuduje.

Statek nabiera wody i zaczyna się pogrążać dopiero wtedy, kiedy licznik długu kręci się szybciej niż licznik bogactwa, czyli wzrostu PKB. Popatrzmy więc, jak one obracały się w ostatnich piętnastu latach. Nie tak strasznie, jak by się wydawało.

W 1995 r. udział długu w PKB wynosił 49 proc., a więc niewiele mniej niż dziś, i do 2000 r. spadł do 37 proc., czyli wody w statku ubywało i się wynurzał. W latach 2000-03 wzrósł skokowo, najbardziej w całym opisywanym piętnastoleciu, bo aż do ponad 47 proc., czyli o 10 pkt proc., i do 2008 r. utrzymywał się na tym poziomie. Polski statek zanurzył się, ciągle jednak wyraźnie mniej niż przeciętnie kraje unijne i pozostał na tym poziomie."

Dodatkowo: co grozi krajom, które ogłosiły bankructwo (Argentyna, Islandia, Grecja)? Kompletnie nic. Tymczasem kraj, od którego przejmujemy najgorsze praktyki (w tym gospodarcze) – Stany Zjednoczone – są zadłużone powyżej 60 proc. PKB. Czy to w jakikolwiek sposób zmienia ich politykę gospodarczą?  

Ale prof. Balcerowicz uparcie trwa przy swoim: "Bunt ekonomistów przeciwko rządowi? Pierwszy wystąpił Balcerowicz" i nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać.

Może już czas na Pana Panie Profesorze?

czwartek, 30 września 2010
Związki partnerskie

Ostatnio Radzia dokazuje, trwa wielka akcja w mediach i oczywiście na FB.

A z drugiej strony toczy się dyskusja wokół związków partnerskich. Związki partnerskie dotyczą nie tylko par homo/bi, ale też wszelkich osób, które pragną być oficjalnie rozpoznawane jako związek przez państwo. Dobrym przykładem takiej ustawy jest francuski PACS, z którego od 1999r. skorzytało 700 000 par, w tym tylko 10% stanowią związki tej samej płci.

Dlaczego pary chcą być rozpoznawane przez państwo? Gdyż nadaje ono specjalne przywileje pewnym grupom obywateli. I tu koncepcja państwa jest najważniejsza. Polska jako państwo kościelne nie rozpoznaje par homo/bi, nadając z drugiej strony specjalne przywileje wszystkich parom hetero, które wejdą oficjalnie w związek małżeński (tzw. rodzinom, nawet tym bezdzietnym). Czyli wszelkie osoby poza oficjalnym układem pozbawione są specjalnych względów.

I tu pojawia się szereg pytań: jakie to są przywileje? czy dawanie takich specjalnych praw jest sprawiedliwe?  czy wszyscy, jako płacący podatki, nie powinniśmy być równo traktowani?

Podejścia są dwa: albo rozpoznajemy wszelkie mniejszości i nadajemy im te same prawa/przywileje, albo nikomu nie dajemy żadnych forów.

Czy warto się o to bić?

Warto. Przy dzisiejszej niepewności zatrudnienia możliwość korzystania z zabezpieczenia socjalnego, w tym świadczeń ZUS/KRUS parnerki/ra jest bardzo ważne. Podobnie jak prawo do pochowania zmarłej/go (i otrzymanie na to zasiłku pogrzebowego) czy dziedziczenie w pierwszej grupie spadkowej. Oczywiście na tym blogu zajmujemy się przede wszystkim ekonomią, ale jest mnóstwo innych powodów, dla których ludzie chcieliby wejść w związek partnerski i należy im to umożliwić.

Przeprowadziłam taką symulację (którą prezentowałam na Festiwalu Równych Praw we Wrocławiu):

W Polsce przyjmujemy, że żyje co najmniej 4% os. nieheteroseksualnych. Zakładając, że wszystkie/cy żyją w związkach, dziedziczy 2% z nich.

Liczba zgonów rocznie w Polsce to 380 tys. osób, czyli liczba zgonów osób nieheteroseksualnych: 7 600 os.

Zakładana kwota, którą dziedziczy partner/ka to powiedzmy 100 tys. zł.

Obecnie podatek odprowadzany [20 proc. powyżej kwoty 20 556]:

[2877,9 zł + (100 000 zł - 20 556 zł)*0,2]*7600 os. = 18766,7*7600 = 142,6 mln zł

Podatek dla I grupy spadkowej [7 proc. powyżej kwoty 20 556]:

[822,2 + (100 000 – 20 556)*0,07]*7600 = 6383,28*7600 = 48,5 mln zł

Czy jest różnica?

Albo nadajmy wszystkim parom takie same przywileje, albo wszystkim je zabierzmy. Osobiście optuję za drugim rozwiązaniem - biedni i tak nie dziedziczą, a najlepiej uposażeni mogliby się trochę podzielić, przecież to i tak nie ich pieniądze;)

 

Banksy

piątek, 20 sierpnia 2010
Maraton - to jest możliwe tylko w Polsce

Kinga Dunin w WO: „ważniejsza od wysiłku jest płeć albo fizyczna niepełnosprawność.
I wszystko to świetnie widać w sposobie podziału puli nagród.

Pierwsza nagroda dla mężczyzn - 10 tys. zł. Potem jeszcze następne nagrody pieniężne, aż do ósmego miejsca, za które mężczyźnie zostanie wypłacone 600 zł.

A kobiety? Kobieta biega taniej. Pierwsza lokata - 5 tys. zł, szóste miejsce - 500 zł, siódme
i ósme - figa z makiem. Jednak jeszcze niżej, nawet dużo niżej ceniony jest wysiłek na wózku. Mężczyźni: pierwsze miejsce - 1,2 tys. zł, drugie - 800, trzecie - 500. Kobiety - 500 zł za pierwsze miejsce, za drugie i trzecie - nagrody rzeczowe. Apaszka? Guma do żucia? Uścisk dłoni prezesa? Niech każdy widzi, jak bardzo różni się w Polsce sytuacja kobiety na wózku od sytuacji mężczyzny biegnącego na przedzie.”

Artykuł sprzed 2 lat, a sytuacja ta sama. Wystarczy poczytać regulamin maratonu gdańskiego:www.maratongdansk.home.pl/regulamin_pl.pdf

Naprawdę żenujące! Demonstrujmyyyy!

 



 

 

 

 

 

 

Alena, nie daj się!

sobota, 14 sierpnia 2010
Niby sezon ogórkowy, a zmiany się szykują

Podniesiono podatek VAT. Niby 1pkt procentowy, więc niewiele, ponoć nieodczuwalnie... no tak, ale ta podwyżka właśnie odbije się na wszystkich obywatelach, w szczególności tych ubogich (każdy z nas kupuje artykuły pierwszej potrzeby), bo jak wiemy bogaci nie płacą podatków.

Skoro różne przebąkiwania wskazują na nowo obrany kierunek - krajów skandynawskich - mam takie pytania:

- dlaczego nie ustanowiono np. 10% podatku od dziedziczenia?

- dlaczego nie podniesiono podatku od wynagrodzeń najbogatszych Polaków?

Badania porównawcze prowadzone przez OECD wskazały, że 10% polskiego społeczeństwa, które otrzymuje najwyższe dochody z rynku płaci najniższe podatki w porównaniu z innymi krajami OECD (nie dziwmy się więc, że nasze PKB na głowę mieszkańca jest tak wywindowane). W Szwecji najlepiej zarabiający płacą podatek od dochodów 50%. I panuje tu konsensus społeczny, że płacenie podatków jest fajne, skoro chcemy mieć darmową służbę zdrowia, edukację, sprawną, nieskorumpowaną policję, sądy czy straż pożarną.

Pamiętajmy też, że podatku od dziedziczenia nie płacą najbiedniejsi. Oni nie dziedziczą. A najbogatszym nie ubędzie, jak się podzielą tym 10%.

Tymczasem, czytając wielkiego ekonomistę (nikt, kto nie kocha Leszka B. nie może się nim nazwać) Mirka C. w dzisiejszej GW "Platformy perpetuum mobile" możemy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Że Tusk nie jest ekonomistą (jakoś też nie zauważyłam, żeby się nim kiedykolwiek nazwał) ale za to... konserwatywno - liberalnym socjalistą!

Panie Mirku, gdzie ten socjalizm? W rozważaniu przez rząd propozycji Leszka B.? Propozycje to następujące:

- zmniejszenie zasiłku pogrzebowego

-  rezygnację z podwyżek dla nauczycieli

- zlikwidowanie dotacji dla kopalni

- zniesienie becikowego

- zniesienie dotacji do kredytów hipotecznych

- obniżenie zasiłku dla bezrobotnych (faktycznie 500zł miesięcznie to za dużo, niech dostaną 412, tyle wynosi mimimum biologiczne, poniżej się umiera)

- podniesienie wieku emerytalnego i zrównanie go dla kobiet i mężczyzn

- ograniczenie emerytalnych przywilejów mundurowych

- niewydłużanie urlopu macierzyńskiego

- ograniczenie długości wychowawczego

- aktywizacja zawodowa bezrobotnych (to też ciekawe, jak sobie wyobraża?).

A może jeszcze pielęgniarkom obciąć i obniżyć płace minimalne? Przecież najłatwiej zabrać najsłabszym!

No i oczywiście, co się jeszcze da - sprzedać, przecież nie będziemy nacjonalizować banków (które przynoszą największe dochody) - krytyka przejęcia przez PKO BP banku WBK jest naprawdę jakimś dobrym żartem!

No i co może powiedzieć feministyczna ekonomistka? Źle się dzieje. I będzie gorzej.

Czy są w tym kraju jacyś społecznie zaangażowani ekonomiści oprócz prof. Kowalika? Po prostu wierzyć się nie chce, że dopuszczamy tych prawicowych neoliberałów (liberał - słowo przeklęte) do głosu! A już myślałam, że kryzys wystarczająco dał nam do myślenia. A gdzie tam...

czwartek, 29 lipca 2010
Romi, Rumunia, stereotypy

Wróciłyśmy z wojaży po Rumunii, której daleko do jej niestworzonego wizerunku;) Chyba nas wyobraźnia ponosi, gdy myślimy o tych rejonach w kategoriach: biedy, rozpadu i dominacji Romów. Cywilizacja już wszystko ujednoliciła. To się nazywa "zmiany" i "rozwój". Sybin piękniejszy i starszy od Krakowa, hehe. Chciaż ja jednak myślę, że od Transylwanii (czyli Siedmiogrodu) dużo ciekawsza jest Bukowina, gdzie zwierzęta chodzą sobie luzem, krowy, kozy, wozy, psy, konie, cały inwentarz żyje spokojnie:) Trochę tu biedniej, ale ludzie wszędzie życzliwi, sypmatyczni i uśmiechnięci.

Fascynująca jest i kultura i historia tego zakątka Bałkanów. Rumuni, którzy przecież liczebnie dominowali na tych terenach, dopiero w XIXw. (królestwo od 1881r.) uzyskali prawo głosu i zostały im przyznane ziemie. Ziemie wydzierane sobie przez Rzymian, Węgrów, Turków, nawet Rosjan czy Greków. Obecna mapa etniczna wskazuje na 10 narodowości zamieszkujących oficjalnie te tereny.

No i teraz Unia Europejska. Ceny jak w Polsce, tylko kultura jest tania (4-dniowy festiwal kultury romskiej w Timisoarze iRAF - 70 Lei = 70 zł). Papierosy droższe. Noclegi tańsze. Jak ci ludzie tam żyją?

Od razu zaciekawiła mnie mała analiza ekonomiczna:

Rumunia PKB per capita (czyli średnia na jednego mieszkańca w roku): 11.917 USD
Polska PKB per capita: 18.072 USD (dane IMF 2009)
Czyli średnio Rumuni zarabiają 2/3 tego, co my, a ceny mają takie same.

Jak podaje Eurodesk - średnia płaca wynosi 1400zł (z pominięciem Bukaresztu), a to już dwa razy mniej niż polska średnia krajowa (3100 brutto). Według statystyk kobiety zarabiają w Rumunii 92% tego, co mężczyźni (poprawa sytuacji w stosunku do roku 1996, gdy zarabiały 24 pkt. % mniej (za: www.eurofound.europa.eu), czyli obecnie kobiety zarabiają ok. 1288zł na rękę (szacunkowo). Nic tylko się przeprowadzać!

Ale pięknie było:) Zachęcam do wyjazdu i umożliwiania tamtejszym kobietom małego dorobku (noclegi, pamiątki, jedzenie i ... w moim przypadku skarpety dla K.;)

 

 
1 , 2 , 3
Tagi