RSS
wtorek, 11 maja 2010
Największy wygrany prywatyzacji

Pierwsze pytanie do czytelników: w jakim tygodniku ukazał się konkurs dla studentów o wdzięcznym w.w. tytule? Można strzelać... Wprost? Gość Niedzielny? Newsweek?

Otóż nie. Ukazał się w powszechnie uważanym za lewicowy tygodniku Polityka! Całe 8 stron wkładki "Prywatyzacja 20 lat później" zostało opublikowanych pod patronatem Ministerstwa Skarbu. Czytamy i mamy wrażenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku. I z tej scieżki nie sprowadzi nas żaden tygodnik, gdyż już nie tylko prawica mówi o świetlanej neoliberalnej wizji sprywatyzowanego świata. [Inaczej mówi o nim Moore w nowym filmie: Capitalism: A Love Story]

Także, jakby któraś/yś z was miała ochotę wziąć udział i nie miała inspiracji, proponuję spojrzeć na biznesy tych oto panów: 100najbogatszych.wprost.pl. Chyba nie muszę wspominać, że imion żeńskich na liście brak. Imiona żeńskie siedzą na kasach na końcu drabiny społecznej tych biznesów.

Myślę, że jednak najlepszą książką, która się ukazała na temat sukcesów prywatyzacyjnych jest "Prywatyzując Polskę" amerykańskiej antropolożki Elizabeth Dunn.

I tutaj fragment na dziś: "Używanie przez Jonesa określeń "aktywa" i "obciążenia" w odniesieniu do menedżerów i stwierdzenie pracowników, że zrobiono z nich "gęsi" lub "niewolników", jasno pokazują, że prywatyzacja spowodowała zasadniczą zmianę w ontologii pracy w firmie. Jak pokazywał Polanyi (1944), w każdym systemie kapitalistycznym praca musi stać się fikcyjnym towarem. W Europie Wschodniej utowarowienie pracy osiągano dzięki jednoczesnemu uprzedmiotowieniu pracowników i wyrwaniu ich z sieci społecznych, czyli ich indywidualizacji. W wyniku prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowe, będące do tej pory wspólnotami pracowniczymi i instytucjami społecznymi, zostały przeobrażone w towary."

Uciekajmy! Prywatyzacja nadchodzi!

Dobrze, w takim razie ogłaszam KONKURS alternatywny, na tym blogu, czyli w całym kraju o tytule: "KTO STRACIŁ NA PRYWATYZACJI?"

Bez formularza, odpowiedzi można przesyłać na maila: ciotka_zofia[at]gazeta.pl, najciekawsze opublikuję tu, bo gdzieżby indziej:)

czwartek, 06 maja 2010
Inicjatywy oddolne

Pod koniec kwietnia pojawił się w bezpłatnej gazetce Metro wydawanej przez Agorę taki oto artykuł: "Gmina to nie urząd, tylko mieszkańcy". Od razu przypomniałam sobie nasze walki np. o schronisko dla kobiet - ofiar przemocy w Gdańsku, ale stadion był ważniejszy. Walkę o centrum kulturalne na Wielickiej w Krakowie - ale tu w Krakowie rządzi urząd, niepodzielnie. Kraków jest także zdaje się jednym z dwóch miast w Polsce, w którym nie można składać uchwał obywatelskich. Dziękujemy za demokrację panie Majchrowski!

Jednakże artykuł tchnie nadzieją: "Do nawiązania współpracy wystarczy dwóch mieszkańców gminy, którzy powinni napisać stosowny wniosek do burmistrza lub prezydenta miasta. Teren, na którym chcą działać, musi należeć do gminy. Może to być np. park, boisko, świetlica, parking, ale już nie prywatne osiedle mieszkaniowe. Wyobraźmy sobie, że zamierzają zorganizować kolonie letnie dla dzieci albo zajęcia pozalekcyjne. Mieszkańcy mogą udostępnić pomieszczenie, a gmina może opłacić nauczyciela. Jeżeli chcieliby np. uporządkować park, gmina może wypożyczyć im potrzebne do tego narzędzia."

A może tak miasto nie tylko swoim "kolesiom" dawałoby lokale, ale i miało feministyczny gest? Trzeba pomyśleć i zacząć działać:)

W Gdańsku ciekawa inicjatywa na FB "Nic o nas bez nas", kto wie, może i Rafał Górski będzie z nas kiedyś dumny, że jego zamysł dot. demokracji uczestniczącej uda się powoli wprowadzić...

Tagi