RSS
piątek, 18 czerwca 2010
Budżet państwa - perspektywa obywatelki

Na zaliczenie przedmiotu zadałam studentkom/tom kilka tematów na esej. Myślałam, że będzie to wielka katastrofa pt. kopiuj-wklej z Internetu, a tu takie perełki:) Może to trochę nieetyczne, ale naprawdę ta praca mnie ujęła. Temat - jak w tytule.

Fragmenty:

"Dla przeciętnego obywatela ważny jest jednak poziom życia oraz standardy opieki jakie zapewnia mu państwo w zamian za płacone składki oraz na co i w jaki sposób wydawane są jego pieniądze."

"[...] wydatki na administrację i urzędy naczelnych organów jednak rosną – może procentowo niewiele, ale kwotowo jest to kilkaset milionów. Pamiętam tłumaczenia ministrów o zapisie podwyżek płac w sferze budżetowej, ale czy w dobie kryzysu nie jest to luksus? Bo co my tak naprawdę otrzymujemy w związku z ponoszeniem większych wydatków na administrację? Otóż nic poza zwiększeniem obowiązków obywatelskich i dłuższą drogą załatwienia sprawy."

"Kolejną grupą wydatków budzącą wiele emocji i kontrowersji są wydatki na ochronę zdrowia. Z tabeli jasno wynika, że rosną i to znacznie. Dlaczego więc nie widać poprawy? Decydenci tłumaczą się wzrostem liczby ludzi w wieku emerytalnym, koniecznością ponoszenia większych kosztów na ich leczenie, postępem technologicznym w służbie zdrowia, a więc znów wzrostem kosztów. Wszystko to rozumiem, ale wydatki rosną jednak znacząco – kiedyś zatem powinno się dojrzeć choćby cień poprawy, a jest coraz gorzej."

"Smutnym wydaje się też fakt, że jednak na ochronę dóbr dziedzictwa narodowego i środowiska zostały zmniejszone wydatki, bo nieprawdą jest, że Polacy unikają muzeów i nie chcą dbać o swoje dziedzictwo narodowe. Najlepszym przykładem są kolejki w czasie Nocy Muzeów, w czasie wakacji do znanych zamków, pałaców oraz miejsc posiadających znaczne walory turystyczno-przyrodnicze."

i ostatni;)

"O obcięciu wydatków na bezpieczeństwo publiczne można tylko z sarkazmem powiedzieć, że za to zwiększono wydatki na kulturę fizyczną – może z budowy stadionów zostaną pieniądze i każdy obywatel zostanie tak przeszkolony, że będzie w stanie obronić się sam."

sobota, 12 czerwca 2010
II Kongres Kobiet

Wiem wiem wiem. Pokłony, że taką wielką imprezę udaje się zorganizować.

Najpierw pytanie ekonomiczne, potem przejdziemy do merytorycznych.

Kto ten Kongres finansuje? Zobaczmy na spód strony. Polkomtel (telefonie komórkowe to nigdy nie zbiednieją), Citigroup (jedna z najbardziej chciwych na świecie korporacji finansowych, nie muszę wspominać, że ograbiła dzięki wspaniałemu Planowi Paulsona podatników amerykańskich na bagatella 125 mld USD), doradztwo - aż trzy firmy - (również prawnicze, może też sypneli kasą) no i mój ulubiony Lewiatan. Słabo. Rozumiem, że Fedak już nie dopłaci z naszych podatków.

Pamiętajmy, że pieniądz to władza, więc oczywiście są tematy i tematy tabu. Spójrzmy teraz na program. [W międzyczasie jeszcze można sobie zagłosować w sondzie na przyszłego prezydenta. Trochę to dziwaczne, skoro rzekomo Stowarzyszenie - które powstało po pierwszym Kongresie - ma być apolityczne. Dziwaczne również dlatego, że kandydatami są sami faceci. Widzę że Panie kochają Napieralskiego. A co tam robi Andrzej L.?!]

Program. Analiza feministyczno - ekonomiczna: w programie brak pozycji.

Jak to było w Little Britain? Computer says NO.

Mamy takie oto pozycje, których nazwy są bardzo enigmatyczne, ale możemy założyć (teraz przechodzę do utopii i pomijam osoby, które uczestniczą w tych panelach i dokładnie wiem, co powiedzą), że usłyszymy:

"14.30 PANEL 4 Kobiety na rynkach pracy: prawa, szanse, bariery
prowadzenie: E. Kryńska, wstęp: J. Fedak
uczestniczki: E. Gross-Gołacka, R. Juszkiewicz, M. Rusewicz, B. Matuszewska, E. Lisowska, S. Wędrychowicz-Horbatowska"

- o wszystkich mitach, które towarzyszą kobietom na rynku pracy, szklanym suficie, lepkiej podłodze, tokenizmie, szklanych ruchomych schodach. O partnerskich rozwiązaniach. O konkretnym planie naprawczym rządu, który obliguje wszystkie firmy do równościowych działań. Ale nie tylko o udziale kobiet w rynku pracy i wszystkich barierach, ale uczestnictwie kobiet w makroekonomii. O nieodpłatnej pracy kobiet i konkretnych statystykach i pomysłach na rozwiązania makroekonomiczne. O ubóstwie i bezrobociu. O konkretnych wskazaniach dotyczących realnej poprawy sytuacji kobiet w gospodarce.

16.30 PANELE FAKULTATYWNE

"Mama zawsze w domu? Opieka – nowe rozwiązania instytucjonalne (opieka: M. Rusewicz)"

- o tym, jak tzw. elastyczność na rynku pracy niszczy kobiety, które spycha się do przestrzeni domowej, nie gwarantując im miejsca w żłobku czy przedszkolu dla dziecka, o pracy na zlecenie czy umowę o dzieło, żeby nie płacić tym kobietom świadczeń socjalnych, o samotnych matkach, które są wyrzucane z pracy po urlopie macierzyńskim, o kryzysie opieki i wycofywaniu osłon socjalnych państwa w imię "sprawiedliwości społecznej" (nie masz chłopa, sama jesteś sobie winna).

"8. Kobiety i zrównoważony rozwój (opieka: M. Tkacz-Janik)"

- o tym, że zrównoważony rozwój to nie tylko ekologia, ale także gospodarka. O obszarach strategicznych i ich znaczeniu:

  • restrukturyzacja systemu podatkowego na rzecz rozwoju korzystnego dla środowiska, wyższego poziomu zatrudnienia i użyteczności pracy;
  • wprowadzenie Dochodu Obywatelskiego płaconego bezwarunkowo wszystkim obywatelom w miejsce obecnie istniejących form pomocy społecznej;
  • zakończenie subsydiowania i wszelkich programów wydatków publicznych sprzyjających niezrównoważonemu rozwojowi;
  • wprowadzenie polityki zakupów publicznych sprzyjających zaadoptowaniu przez przedsiębiorców zrównoważonych praktyk;
  • rozwój większej ilości samodzielnych gospodarek lokalnych – poprzez pomoc m.in. w rozwoju lokalnej bankowości, lokalnych instytucji finansowych, lokalnych środków płatniczych, sklepów i poprzez ułatwienie dostępu lokalnym społecznościom do lokalnych produktów;
  • rozwój wskaźników mierzących wydajność ekonomiczną, społeczną i środowiskową oraz postęp;
  • rozwój rachunkowości, audytu i procedur raportowania (i innych procedur akredytacji) aby osiągnąć zrównoważony poziom wydajności biznesu i innych organizacji;
  • strategia redukcji popytu (w szczególności na transport i energię) i potrzeba uwzględnienia jej skutków;
  • zmiany w obecnym reżimie handlu światowego, tak aby wzmocnić zrównoważone formy handlu.

 

To moja wizja Kongresu Kobiet. Proszę, idźcie sprawdzić, czy marzenia się spełniają, hehe, potem proszę o relacje!

 

niedziela, 06 czerwca 2010
Ekonomia impregnowana na zmiany społeczne

Z okazji 10 - lecia Interdyscyplinarnej Grupy Gender Studies we Wrocławiu - odbędzie się już w nadchodzący czwartek/piątek konferencja pt. "Uniwersytet i Emancypacja". Cały plan konferencji tu: www.gender.uni.wroc.pl

a Grupie życzymy wielu dalszych sukcesów!

Ponieważ jadę na obchody, to taki krótki tekst ku refleksji:

Ekonomia należy do nauk społecznych. Nie jest nauką ścisłą, pomimo wielu modeli matematycznych wprowadzonych przez monetarystów i innych przedstawicieli nurtów ortodoksyjnych. Teorie te nie znalazły uznania szczególnie w dobie kryzysu światowego, gdy żaden z reprezentantów „twardej nauki” nie zdołał przewidzieć jego nadejścia. Socjolodzy czy antropolodzy prowadzą szeroko zakrojone badania społeczne, które identyfikują niebezpieczeństwa grożące różnym grupom społecznym, ostrzegają przed zmianami, przed negatywnymi skutkami posunięć politycznych.

Tymczasem ekonomia, w której od lat osiemdziesiątych niepodzielnie króluje myśl neoliberalna, nie tylko nie odnosi się do badań, ale formułuje teorie oparte na racjonalnym wyborze i odrzuca wszelkie propozycje ze strony nauk pokrewnych. Dziś, gdy coraz bardziej widoczne stają się nierówności społeczne tworzone przez kapitalistyczne systemy gospodarcze, ekonomia również powinna rozważyć alternatywne podejścia i modele, tworzone przez naukowców reprezentujących dla odmiany współczesne szkoły heterodoksyjne. O takich modelach polski student ekonomii nie dowie się na uczelni ani słowa. Należą do nich: instytucjonalna ekonomia polityczna, ekonomia post-keynesowska, ekonomia socjalistyczna, ekonomia marksistowska, ekonomia społeczna, ekonomia ekologiczna, szkoła austriacka oraz ekonomia feministyczna.

Rozsądnym byłoby stwierdzenie, że jeśli jakaś myśl zostaje całkowicie skompromitowana przez inne nauki, należałoby się zastanowić nad jej wycofaniem bądź przeobrażeniem. Tak stało się z ideą całkowitej prywatyzacji, która w większości krajów pozwoliła się wzbogacić bardzo nielicznym a większą część społeczeństw zepchnęła w biedę. Jak podkreślają feministyczne ekonomistki, płeć, rasa i klasa miały tu kluczowe znaczenie. Jak możemy się domyślić, aspektom kulturowym, które mają bardzo silny wpływ na zachowania ekonomiczne (np. podejście izolacyjne, rywalizujące „zwycięzca bierze wszystko” vs. działania na rzecz równości społecznej) podręczniki do ekonomii nie poświęcają wiele miejsca. A właśnie te czynniki kształtują naszą politykę gospodarczą i budują świat, w którym wszyscy żyjemy. Jakie zatem istnieją teorie ekonomiczne, które mogłyby przyczynić się do budowania lepszej przyszłości? Jak chcielibyśmy, by wyglądał nasz kraj za 50, czy 100 lat? Jak chcielibyśmy, by wyglądał świat w przyszłości? Co uważamy dla nas i przyszłych pokoleń za najważniejsze?

środa, 02 czerwca 2010
Testament Izabeli Jarugi-Nowackiej

Nie wszyscy pamiętają, że na 8 marca br. Izabela Jaruga Nowacka przygotowała cały szereg argumentów, dlaczego tak ważny jest urząd pełnomocnika rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Tym pełnomocnikiem Pani Radziszewska nie jest i nigdy nie będzie.

Zapoznajcie się proszę z poniższymi argumentami, które dziś traktuję, jako swoisty testament tej najwspanialej nas reprezentującej feministki.

 

Pełnomocnik Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn

Poniedziałek, 8 marca 2010

Dlaczego to takie ważne? - przeczytaj argumenty Izabeli Jarugi-Nowackiej:

1. W 1989 roku zrealizowanie marzenia o wolności, dało Polakom to, co nazywamy realizacją praw i wolności politycznych i obywatelskich – i to był i jest nasz wspólny sukces – jednak niewiele zmieniło na lepsze w obszarze pozostałych praw człowieka, a one jak wiadomo są powszechne, niepodważalne i nierozerwalne. Więcej – w tej dziedzinie nastąpił częściowy regres. A ponieważ dotyczyło to zwłaszcza praw połowy społeczeństwa – kobiet, sytuacja stała się alarmująca i tak z kobiety-naukowca stałam się przede wszystkim działaczką na rzecz praw kobiet i praw człowieka.

Zaczęło się od Komitetów na rzecz referendum dotyczącego prawa wyboru kobiet czy, kiedy i ile chcą mieć dzieci tzw. Komitetów Bujaka. Zebraliśmy ponad półtora miliona podpisów, złożyliśmy je w demokratycznie wybranym sejmie, a politycy pełniący społecznie dany mandat zaufania odesłali je „do kosza”. Jeśli tak miała więc wyglądać demokracja w Polsce, a do tego „gołym okiem” było widać, że wolą powstającej właśnie klasy politycznej jest zrzucenie całego ogromnego ciężaru reform na barki ludzi najsłabszych, najbiedniejszych i najbardziej bezbronnych, w tym oczywiście także na barki kobiet – musiałam spróbować się temu przeciwstawić.

Dlatego współtworzyłam Unię Pracy – pierwszą partię, która starała się jednoczyć ludzi o przekonaniach lewicowych ponad podziałami na „byłych PZPR-owców” i „byłych opozycjonistów” wokół programu nowocześnie rozumianej lewicowości, w którym prawa człowieka, w tym prawa kobiet i innych grup społecznych narażonych na dyskryminację, były tak samo ważne jak obrona ekonomicznych praw ludzi pracy. Byłam więc i przewodniczącą kobiecej organizacji pozarządowej, Ligi Kobiet Polskich, która wspólnie z wieloma powstającymi organizacjami kobiecymi i feministycznymi, starała się artykułować głos sprzeciwu kobiet wobec ograniczania ich praw i szans i liderką polityczną. Później, w 1993 roku posłanką do sejmu.

Czy mogłam więc nie podjąć się rządowej funkcji, której powołanie tworzyło perspektywę przeniesienia głosu kobiet na najwyższy poziom w państwie? Zwłaszcza, że na to stanowisko – wywalczone przez kobiety, także kobiety polityczki i członkinie partii lewicowych SLD, UP - rekomendowały mnie premierowi Leszkowi Millerowi one same. Jednym z naszych kobiecych sukcesów 20 lat jest powstanie prężnego, choć nader często niedocenianego – ruchu kobiecego.

Zostałam więc pełnomocniczką Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, w randze sekretarza stanu w KPRM po to, by mając umocowanie w strukturze władzy, kompetencje i uprawnienia określone w rozporządzeniu, kontynuować wspólną z innymi kobietami walkę o nasze prawa, o nasz udział w demokracji, o to by ochrona przed dyskryminacja z powodu płci, stała się politycznym i rządowym priorytetem. Pamiętać należy, że zbudowanie instytucjonalnego mechanizmu na rzecz praw kobiet, równego statusu kobiet i mężczyzn oraz ochrony przed dyskryminacją z powodu płci, nie jest „ideologicznym widzimisie”, ale oczywistą potrzebą współczesnej demokracji i realizacją międzynarodowych zobowiązań Polski co najmniej od momentu ratyfikacji Konwencji ONZ o zwalczaniu wszelkich form dyskryminacji kobiet i wymogiem postanowień podjętych przez Światowe Konferencje ONZ – kairską z roku 1994 i Pekińską z roku 1995.

Z tych zobowiązań władze Polski wywiązywały się mało skutecznie, choć pierwszą próbą było utworzenie jeszcze w strukturze Ministerstwa pracy Biura ds. Kobiet w końcu lat 80-tych, a następną powołanie przez J.K. Bieleckiego pełnomocnika ds. kobiet i rodziny (A. Popowicz) oraz powołanie przez rząd W. Pawlaka pełnomocnika ds. rodziny i kobiet (J. Banach). Te niestabilne, o ograniczonych kompetencjach i praktycznie pozbawione budżetu instytucje likwidowane były natychmiast, kiedy wchodziły w kolizję z patriarchalnymi strukturami władzy, kiedy przejmowała ją prawica. Jednak ich działania nie pozbawione były wpływu na wzrost świadomości społecznej, przede wszystkim kobiet a budując ją, przyczyniły się do włączenia kwestii równości do głównego nurtu debaty publicznej i zrozumienia, że pomijanie praw kobiet i wyłączenie perspektywy gender nie jest uprawnione i możliwe w demokratycznym państwie prawa.

2. Pełnomocnik Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn - bilans sukcesów i niepowodzeń.

Powołany na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z 27.11.2001 r. (nowelizacja 25.06.2002 r.) Pełnomocnik ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn był pierwszym w Polsce organem państwa wyraźnie odpowiedzialnym za wprowadzanie perspektywy równości płci w działania legislacyjne rządu. Od czerwca 2002 r. Pełnomocnik pełnił także rolę organu państwa odpowiedzialnego za przeciwdziałanie dyskryminacji z przyczyn innych niż płeć, tj. rasy, pochodzenia etnicznego i narodowości, religii i przekonań, wieku oraz orientacji seksualnej. Podjęcie i realizacja zadań z tego obszaru umocniło budowę demokracji i zdecydowanie poszerzało realne możliwości ochrony podstawowych praw i wolności człowieka.

Podstawowe zadania wykonywane przez Pełnomocnika:

- opiniowanie projektów aktów prawnych pod kątem wprowadzania we wszystkie zakresy polityki rządu zasady równych szans i równego traktowania kobiet i mężczyzn, (rocznie opiniowano pod tym kątem kilkaset rządowych dokumentów)

- przygotowywanie projektów nowelizacji istniejących unormowań prawnych i programów rządowych pod kątem ochrony przed dyskryminacją,

- przygotowywanie i przedstawianie rządowi projektów ustaw,

- współpraca z organizacjami pozarządowymi, wspieranie ich działań i przedsięwzięć,

- podejmowanie interwencji w sprawach dotyczących ochrony przed dyskryminacją, poprzez zwracanie się do instytucji i organów państwa w sytuacji, gdy ich działania miały charakter dyskryminacyjny,

- współpraca z parlamentem,

- działania edukacyjne.

Oceniając swoje działania na stanowisku Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn chcę stwierdzić, że udało się stworzyć na cztery lata organ państwa, który choć niestabilny, bo pozbawiony ustawowego umocowania, nie mający dobrego, albo choćby dostatecznego do zakresu nałożonych nań obowiązków oprzyrządowania zarówno finansowego, jak i dostatecznej liczby pracowników, dobrze przysłużył się przede wszystkim rozumieniu praw człowieka i ochrony różnych grup społecznych przed dyskryminacją. Było to możliwe dzięki zespołowi ludzi zatrudnionych i skupionych wokół Pełnomocnika. Osoby zatrudnione w moim biurze były nie tylko profesjonalistami i profesjonalistami, ale także oddanymi naszej misji obrońcami praw człowieka. Dlatego dziennikarze mówili – tutaj panuje atmosfera nie biura administracji rządowej, ale burzy mózgów i zapału właściwego dla organizacji pozarządowej stworzonej i pracującej z ludźmi i na rzecz ich praw. Taki zespół jest moim osobistym sukcesem.

 

Cały tekst można pobrać ze strony:

bezuprzedzen.org

Tagi