RSS
czwartek, 29 lipca 2010
Romi, Rumunia, stereotypy

Wróciłyśmy z wojaży po Rumunii, której daleko do jej niestworzonego wizerunku;) Chyba nas wyobraźnia ponosi, gdy myślimy o tych rejonach w kategoriach: biedy, rozpadu i dominacji Romów. Cywilizacja już wszystko ujednoliciła. To się nazywa "zmiany" i "rozwój". Sybin piękniejszy i starszy od Krakowa, hehe. Chciaż ja jednak myślę, że od Transylwanii (czyli Siedmiogrodu) dużo ciekawsza jest Bukowina, gdzie zwierzęta chodzą sobie luzem, krowy, kozy, wozy, psy, konie, cały inwentarz żyje spokojnie:) Trochę tu biedniej, ale ludzie wszędzie życzliwi, sypmatyczni i uśmiechnięci.

Fascynująca jest i kultura i historia tego zakątka Bałkanów. Rumuni, którzy przecież liczebnie dominowali na tych terenach, dopiero w XIXw. (królestwo od 1881r.) uzyskali prawo głosu i zostały im przyznane ziemie. Ziemie wydzierane sobie przez Rzymian, Węgrów, Turków, nawet Rosjan czy Greków. Obecna mapa etniczna wskazuje na 10 narodowości zamieszkujących oficjalnie te tereny.

No i teraz Unia Europejska. Ceny jak w Polsce, tylko kultura jest tania (4-dniowy festiwal kultury romskiej w Timisoarze iRAF - 70 Lei = 70 zł). Papierosy droższe. Noclegi tańsze. Jak ci ludzie tam żyją?

Od razu zaciekawiła mnie mała analiza ekonomiczna:

Rumunia PKB per capita (czyli średnia na jednego mieszkańca w roku): 11.917 USD
Polska PKB per capita: 18.072 USD (dane IMF 2009)
Czyli średnio Rumuni zarabiają 2/3 tego, co my, a ceny mają takie same.

Jak podaje Eurodesk - średnia płaca wynosi 1400zł (z pominięciem Bukaresztu), a to już dwa razy mniej niż polska średnia krajowa (3100 brutto). Według statystyk kobiety zarabiają w Rumunii 92% tego, co mężczyźni (poprawa sytuacji w stosunku do roku 1996, gdy zarabiały 24 pkt. % mniej (za: www.eurofound.europa.eu), czyli obecnie kobiety zarabiają ok. 1288zł na rękę (szacunkowo). Nic tylko się przeprowadzać!

Ale pięknie było:) Zachęcam do wyjazdu i umożliwiania tamtejszym kobietom małego dorobku (noclegi, pamiątki, jedzenie i ... w moim przypadku skarpety dla K.;)

 

niedziela, 11 lipca 2010
Inicjatywy przeróżne

Najbardziej cieszy mnie, jak powstają nowe grupy nieformalne i kolektywy, które skupiają ludzi z różnych środowisk i dzięki niehierarchicznemu ruchowi oddolnemu realizują konkretne cele społeczne. Dzięki nim nie tylko rozwija się dyskurs, ale i konkretne działania w przestrzeni publicznej.

W związku z EuroPride 2010 w Warszawie, która to będzie miała miejsce już w przyszły weekend i mam nadzieję, że wszyscy oczekują jej z wypiekami na twarzy, powstała taka oto grupa: POMADA: www.pomada.info.pl. Wiele osób przygotowało ciekawe spotkania zarówno kulturalne, jak i polityczne! A jak wiemy prywatne jest publiczne (J. Butler), także pewne rzeczy należy głośno mówić. Co mają te spotkania wspólnego z feministyczną ekonomią? Pamiętajmy, że FE zajmuje się wiolopoziomowym wykluczeniem, także ze względu na orientację seksualną. A ciekawą pozycją, jest taka oto książka, dość droga niestety: "Money, Myths, and Change: The Economic Lives of Lesbians and Gay Men (Worlds of Desire: The Chicago Series on Sexuality, Gender, and Culture)"

Drugą ciekawą inicjatywą jest lewicowa sieć feministyczna - Rozgwiazda: www.rozgwiazda.org.pl. Jest to o tyle ciekawe, że w zasadzie utarło się w większości krajów na świecie, że feministki mają lewicowe poglądy. A tu - obserwując np. Kongres Kobiet - nagle okazuje się, że feministką jest i Gronkiewicz - Walz i Bochniarz... więc czy feminizm może być neoliberalny? Otóż może. Tyle jest feminizmów ile kobiet na świecie. Kiedyś nawet trafiła w moje ręce książka pt. pro-life feminism (to już trochę przesada, nie?). Także dobrze, że dziewczyny podkreśliły wyraźnie, że sieć jest lewicowa czyli wizja polityki gospodarczej (z naciskiem na "politykę") charakteryzuje się wyraźnym zwrotem na lewo. Na stronach na razie niewiele tekstów, ale już są dostępne pierwsze opracowania i propozycje prac. Trzymam kciuki, aby współpraca wielu osób zaowocowała ciekawymi propozycjami rozwiązań gospodarczych, które z pewnością będą dalekie od klepania po plecach Leszka Balcerowicza. 

wtorek, 06 lipca 2010
Post factum

Odnosząc się do wyborów prezydenckich mam tylko jeden komentarz: jak dobrze, że anarchofeministki nie muszą głosować.

M. w zeszłym tygodniu przeglądał wyniki pierwszej tury:

- Czy to są wszystkie wyniki głosowania? Nie widzę tu mojej grupy wyborczej?

- A do jakiej grupy należysz?

- "Głos nieważny"

Widzę, że socjaliści też nie mają wewnętrznego przymusu;)

 

Tagi