RSS
niedziela, 11 lipca 2010
Inicjatywy przeróżne

Najbardziej cieszy mnie, jak powstają nowe grupy nieformalne i kolektywy, które skupiają ludzi z różnych środowisk i dzięki niehierarchicznemu ruchowi oddolnemu realizują konkretne cele społeczne. Dzięki nim nie tylko rozwija się dyskurs, ale i konkretne działania w przestrzeni publicznej.

W związku z EuroPride 2010 w Warszawie, która to będzie miała miejsce już w przyszły weekend i mam nadzieję, że wszyscy oczekują jej z wypiekami na twarzy, powstała taka oto grupa: POMADA: www.pomada.info.pl. Wiele osób przygotowało ciekawe spotkania zarówno kulturalne, jak i polityczne! A jak wiemy prywatne jest publiczne (J. Butler), także pewne rzeczy należy głośno mówić. Co mają te spotkania wspólnego z feministyczną ekonomią? Pamiętajmy, że FE zajmuje się wiolopoziomowym wykluczeniem, także ze względu na orientację seksualną. A ciekawą pozycją, jest taka oto książka, dość droga niestety: "Money, Myths, and Change: The Economic Lives of Lesbians and Gay Men (Worlds of Desire: The Chicago Series on Sexuality, Gender, and Culture)"

Drugą ciekawą inicjatywą jest lewicowa sieć feministyczna - Rozgwiazda: www.rozgwiazda.org.pl. Jest to o tyle ciekawe, że w zasadzie utarło się w większości krajów na świecie, że feministki mają lewicowe poglądy. A tu - obserwując np. Kongres Kobiet - nagle okazuje się, że feministką jest i Gronkiewicz - Walz i Bochniarz... więc czy feminizm może być neoliberalny? Otóż może. Tyle jest feminizmów ile kobiet na świecie. Kiedyś nawet trafiła w moje ręce książka pt. pro-life feminism (to już trochę przesada, nie?). Także dobrze, że dziewczyny podkreśliły wyraźnie, że sieć jest lewicowa czyli wizja polityki gospodarczej (z naciskiem na "politykę") charakteryzuje się wyraźnym zwrotem na lewo. Na stronach na razie niewiele tekstów, ale już są dostępne pierwsze opracowania i propozycje prac. Trzymam kciuki, aby współpraca wielu osób zaowocowała ciekawymi propozycjami rozwiązań gospodarczych, które z pewnością będą dalekie od klepania po plecach Leszka Balcerowicza. 

wtorek, 06 lipca 2010
Post factum

Odnosząc się do wyborów prezydenckich mam tylko jeden komentarz: jak dobrze, że anarchofeministki nie muszą głosować.

M. w zeszłym tygodniu przeglądał wyniki pierwszej tury:

- Czy to są wszystkie wyniki głosowania? Nie widzę tu mojej grupy wyborczej?

- A do jakiej grupy należysz?

- "Głos nieważny"

Widzę, że socjaliści też nie mają wewnętrznego przymusu;)

 

piątek, 18 czerwca 2010
Budżet państwa - perspektywa obywatelki

Na zaliczenie przedmiotu zadałam studentkom/tom kilka tematów na esej. Myślałam, że będzie to wielka katastrofa pt. kopiuj-wklej z Internetu, a tu takie perełki:) Może to trochę nieetyczne, ale naprawdę ta praca mnie ujęła. Temat - jak w tytule.

Fragmenty:

"Dla przeciętnego obywatela ważny jest jednak poziom życia oraz standardy opieki jakie zapewnia mu państwo w zamian za płacone składki oraz na co i w jaki sposób wydawane są jego pieniądze."

"[...] wydatki na administrację i urzędy naczelnych organów jednak rosną – może procentowo niewiele, ale kwotowo jest to kilkaset milionów. Pamiętam tłumaczenia ministrów o zapisie podwyżek płac w sferze budżetowej, ale czy w dobie kryzysu nie jest to luksus? Bo co my tak naprawdę otrzymujemy w związku z ponoszeniem większych wydatków na administrację? Otóż nic poza zwiększeniem obowiązków obywatelskich i dłuższą drogą załatwienia sprawy."

"Kolejną grupą wydatków budzącą wiele emocji i kontrowersji są wydatki na ochronę zdrowia. Z tabeli jasno wynika, że rosną i to znacznie. Dlaczego więc nie widać poprawy? Decydenci tłumaczą się wzrostem liczby ludzi w wieku emerytalnym, koniecznością ponoszenia większych kosztów na ich leczenie, postępem technologicznym w służbie zdrowia, a więc znów wzrostem kosztów. Wszystko to rozumiem, ale wydatki rosną jednak znacząco – kiedyś zatem powinno się dojrzeć choćby cień poprawy, a jest coraz gorzej."

"Smutnym wydaje się też fakt, że jednak na ochronę dóbr dziedzictwa narodowego i środowiska zostały zmniejszone wydatki, bo nieprawdą jest, że Polacy unikają muzeów i nie chcą dbać o swoje dziedzictwo narodowe. Najlepszym przykładem są kolejki w czasie Nocy Muzeów, w czasie wakacji do znanych zamków, pałaców oraz miejsc posiadających znaczne walory turystyczno-przyrodnicze."

i ostatni;)

"O obcięciu wydatków na bezpieczeństwo publiczne można tylko z sarkazmem powiedzieć, że za to zwiększono wydatki na kulturę fizyczną – może z budowy stadionów zostaną pieniądze i każdy obywatel zostanie tak przeszkolony, że będzie w stanie obronić się sam."

sobota, 12 czerwca 2010
II Kongres Kobiet

Wiem wiem wiem. Pokłony, że taką wielką imprezę udaje się zorganizować.

Najpierw pytanie ekonomiczne, potem przejdziemy do merytorycznych.

Kto ten Kongres finansuje? Zobaczmy na spód strony. Polkomtel (telefonie komórkowe to nigdy nie zbiednieją), Citigroup (jedna z najbardziej chciwych na świecie korporacji finansowych, nie muszę wspominać, że ograbiła dzięki wspaniałemu Planowi Paulsona podatników amerykańskich na bagatella 125 mld USD), doradztwo - aż trzy firmy - (również prawnicze, może też sypneli kasą) no i mój ulubiony Lewiatan. Słabo. Rozumiem, że Fedak już nie dopłaci z naszych podatków.

Pamiętajmy, że pieniądz to władza, więc oczywiście są tematy i tematy tabu. Spójrzmy teraz na program. [W międzyczasie jeszcze można sobie zagłosować w sondzie na przyszłego prezydenta. Trochę to dziwaczne, skoro rzekomo Stowarzyszenie - które powstało po pierwszym Kongresie - ma być apolityczne. Dziwaczne również dlatego, że kandydatami są sami faceci. Widzę że Panie kochają Napieralskiego. A co tam robi Andrzej L.?!]

Program. Analiza feministyczno - ekonomiczna: w programie brak pozycji.

Jak to było w Little Britain? Computer says NO.

Mamy takie oto pozycje, których nazwy są bardzo enigmatyczne, ale możemy założyć (teraz przechodzę do utopii i pomijam osoby, które uczestniczą w tych panelach i dokładnie wiem, co powiedzą), że usłyszymy:

"14.30 PANEL 4 Kobiety na rynkach pracy: prawa, szanse, bariery
prowadzenie: E. Kryńska, wstęp: J. Fedak
uczestniczki: E. Gross-Gołacka, R. Juszkiewicz, M. Rusewicz, B. Matuszewska, E. Lisowska, S. Wędrychowicz-Horbatowska"

- o wszystkich mitach, które towarzyszą kobietom na rynku pracy, szklanym suficie, lepkiej podłodze, tokenizmie, szklanych ruchomych schodach. O partnerskich rozwiązaniach. O konkretnym planie naprawczym rządu, który obliguje wszystkie firmy do równościowych działań. Ale nie tylko o udziale kobiet w rynku pracy i wszystkich barierach, ale uczestnictwie kobiet w makroekonomii. O nieodpłatnej pracy kobiet i konkretnych statystykach i pomysłach na rozwiązania makroekonomiczne. O ubóstwie i bezrobociu. O konkretnych wskazaniach dotyczących realnej poprawy sytuacji kobiet w gospodarce.

16.30 PANELE FAKULTATYWNE

"Mama zawsze w domu? Opieka – nowe rozwiązania instytucjonalne (opieka: M. Rusewicz)"

- o tym, jak tzw. elastyczność na rynku pracy niszczy kobiety, które spycha się do przestrzeni domowej, nie gwarantując im miejsca w żłobku czy przedszkolu dla dziecka, o pracy na zlecenie czy umowę o dzieło, żeby nie płacić tym kobietom świadczeń socjalnych, o samotnych matkach, które są wyrzucane z pracy po urlopie macierzyńskim, o kryzysie opieki i wycofywaniu osłon socjalnych państwa w imię "sprawiedliwości społecznej" (nie masz chłopa, sama jesteś sobie winna).

"8. Kobiety i zrównoważony rozwój (opieka: M. Tkacz-Janik)"

- o tym, że zrównoważony rozwój to nie tylko ekologia, ale także gospodarka. O obszarach strategicznych i ich znaczeniu:

  • restrukturyzacja systemu podatkowego na rzecz rozwoju korzystnego dla środowiska, wyższego poziomu zatrudnienia i użyteczności pracy;
  • wprowadzenie Dochodu Obywatelskiego płaconego bezwarunkowo wszystkim obywatelom w miejsce obecnie istniejących form pomocy społecznej;
  • zakończenie subsydiowania i wszelkich programów wydatków publicznych sprzyjających niezrównoważonemu rozwojowi;
  • wprowadzenie polityki zakupów publicznych sprzyjających zaadoptowaniu przez przedsiębiorców zrównoważonych praktyk;
  • rozwój większej ilości samodzielnych gospodarek lokalnych – poprzez pomoc m.in. w rozwoju lokalnej bankowości, lokalnych instytucji finansowych, lokalnych środków płatniczych, sklepów i poprzez ułatwienie dostępu lokalnym społecznościom do lokalnych produktów;
  • rozwój wskaźników mierzących wydajność ekonomiczną, społeczną i środowiskową oraz postęp;
  • rozwój rachunkowości, audytu i procedur raportowania (i innych procedur akredytacji) aby osiągnąć zrównoważony poziom wydajności biznesu i innych organizacji;
  • strategia redukcji popytu (w szczególności na transport i energię) i potrzeba uwzględnienia jej skutków;
  • zmiany w obecnym reżimie handlu światowego, tak aby wzmocnić zrównoważone formy handlu.

 

To moja wizja Kongresu Kobiet. Proszę, idźcie sprawdzić, czy marzenia się spełniają, hehe, potem proszę o relacje!

 

niedziela, 06 czerwca 2010
Ekonomia impregnowana na zmiany społeczne

Z okazji 10 - lecia Interdyscyplinarnej Grupy Gender Studies we Wrocławiu - odbędzie się już w nadchodzący czwartek/piątek konferencja pt. "Uniwersytet i Emancypacja". Cały plan konferencji tu: www.gender.uni.wroc.pl

a Grupie życzymy wielu dalszych sukcesów!

Ponieważ jadę na obchody, to taki krótki tekst ku refleksji:

Ekonomia należy do nauk społecznych. Nie jest nauką ścisłą, pomimo wielu modeli matematycznych wprowadzonych przez monetarystów i innych przedstawicieli nurtów ortodoksyjnych. Teorie te nie znalazły uznania szczególnie w dobie kryzysu światowego, gdy żaden z reprezentantów „twardej nauki” nie zdołał przewidzieć jego nadejścia. Socjolodzy czy antropolodzy prowadzą szeroko zakrojone badania społeczne, które identyfikują niebezpieczeństwa grożące różnym grupom społecznym, ostrzegają przed zmianami, przed negatywnymi skutkami posunięć politycznych.

Tymczasem ekonomia, w której od lat osiemdziesiątych niepodzielnie króluje myśl neoliberalna, nie tylko nie odnosi się do badań, ale formułuje teorie oparte na racjonalnym wyborze i odrzuca wszelkie propozycje ze strony nauk pokrewnych. Dziś, gdy coraz bardziej widoczne stają się nierówności społeczne tworzone przez kapitalistyczne systemy gospodarcze, ekonomia również powinna rozważyć alternatywne podejścia i modele, tworzone przez naukowców reprezentujących dla odmiany współczesne szkoły heterodoksyjne. O takich modelach polski student ekonomii nie dowie się na uczelni ani słowa. Należą do nich: instytucjonalna ekonomia polityczna, ekonomia post-keynesowska, ekonomia socjalistyczna, ekonomia marksistowska, ekonomia społeczna, ekonomia ekologiczna, szkoła austriacka oraz ekonomia feministyczna.

Rozsądnym byłoby stwierdzenie, że jeśli jakaś myśl zostaje całkowicie skompromitowana przez inne nauki, należałoby się zastanowić nad jej wycofaniem bądź przeobrażeniem. Tak stało się z ideą całkowitej prywatyzacji, która w większości krajów pozwoliła się wzbogacić bardzo nielicznym a większą część społeczeństw zepchnęła w biedę. Jak podkreślają feministyczne ekonomistki, płeć, rasa i klasa miały tu kluczowe znaczenie. Jak możemy się domyślić, aspektom kulturowym, które mają bardzo silny wpływ na zachowania ekonomiczne (np. podejście izolacyjne, rywalizujące „zwycięzca bierze wszystko” vs. działania na rzecz równości społecznej) podręczniki do ekonomii nie poświęcają wiele miejsca. A właśnie te czynniki kształtują naszą politykę gospodarczą i budują świat, w którym wszyscy żyjemy. Jakie zatem istnieją teorie ekonomiczne, które mogłyby przyczynić się do budowania lepszej przyszłości? Jak chcielibyśmy, by wyglądał nasz kraj za 50, czy 100 lat? Jak chcielibyśmy, by wyglądał świat w przyszłości? Co uważamy dla nas i przyszłych pokoleń za najważniejsze?

środa, 02 czerwca 2010
Testament Izabeli Jarugi-Nowackiej

Nie wszyscy pamiętają, że na 8 marca br. Izabela Jaruga Nowacka przygotowała cały szereg argumentów, dlaczego tak ważny jest urząd pełnomocnika rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Tym pełnomocnikiem Pani Radziszewska nie jest i nigdy nie będzie.

Zapoznajcie się proszę z poniższymi argumentami, które dziś traktuję, jako swoisty testament tej najwspanialej nas reprezentującej feministki.

 

Pełnomocnik Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn

Poniedziałek, 8 marca 2010

Dlaczego to takie ważne? - przeczytaj argumenty Izabeli Jarugi-Nowackiej:

1. W 1989 roku zrealizowanie marzenia o wolności, dało Polakom to, co nazywamy realizacją praw i wolności politycznych i obywatelskich – i to był i jest nasz wspólny sukces – jednak niewiele zmieniło na lepsze w obszarze pozostałych praw człowieka, a one jak wiadomo są powszechne, niepodważalne i nierozerwalne. Więcej – w tej dziedzinie nastąpił częściowy regres. A ponieważ dotyczyło to zwłaszcza praw połowy społeczeństwa – kobiet, sytuacja stała się alarmująca i tak z kobiety-naukowca stałam się przede wszystkim działaczką na rzecz praw kobiet i praw człowieka.

Zaczęło się od Komitetów na rzecz referendum dotyczącego prawa wyboru kobiet czy, kiedy i ile chcą mieć dzieci tzw. Komitetów Bujaka. Zebraliśmy ponad półtora miliona podpisów, złożyliśmy je w demokratycznie wybranym sejmie, a politycy pełniący społecznie dany mandat zaufania odesłali je „do kosza”. Jeśli tak miała więc wyglądać demokracja w Polsce, a do tego „gołym okiem” było widać, że wolą powstającej właśnie klasy politycznej jest zrzucenie całego ogromnego ciężaru reform na barki ludzi najsłabszych, najbiedniejszych i najbardziej bezbronnych, w tym oczywiście także na barki kobiet – musiałam spróbować się temu przeciwstawić.

Dlatego współtworzyłam Unię Pracy – pierwszą partię, która starała się jednoczyć ludzi o przekonaniach lewicowych ponad podziałami na „byłych PZPR-owców” i „byłych opozycjonistów” wokół programu nowocześnie rozumianej lewicowości, w którym prawa człowieka, w tym prawa kobiet i innych grup społecznych narażonych na dyskryminację, były tak samo ważne jak obrona ekonomicznych praw ludzi pracy. Byłam więc i przewodniczącą kobiecej organizacji pozarządowej, Ligi Kobiet Polskich, która wspólnie z wieloma powstającymi organizacjami kobiecymi i feministycznymi, starała się artykułować głos sprzeciwu kobiet wobec ograniczania ich praw i szans i liderką polityczną. Później, w 1993 roku posłanką do sejmu.

Czy mogłam więc nie podjąć się rządowej funkcji, której powołanie tworzyło perspektywę przeniesienia głosu kobiet na najwyższy poziom w państwie? Zwłaszcza, że na to stanowisko – wywalczone przez kobiety, także kobiety polityczki i członkinie partii lewicowych SLD, UP - rekomendowały mnie premierowi Leszkowi Millerowi one same. Jednym z naszych kobiecych sukcesów 20 lat jest powstanie prężnego, choć nader często niedocenianego – ruchu kobiecego.

Zostałam więc pełnomocniczką Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, w randze sekretarza stanu w KPRM po to, by mając umocowanie w strukturze władzy, kompetencje i uprawnienia określone w rozporządzeniu, kontynuować wspólną z innymi kobietami walkę o nasze prawa, o nasz udział w demokracji, o to by ochrona przed dyskryminacja z powodu płci, stała się politycznym i rządowym priorytetem. Pamiętać należy, że zbudowanie instytucjonalnego mechanizmu na rzecz praw kobiet, równego statusu kobiet i mężczyzn oraz ochrony przed dyskryminacją z powodu płci, nie jest „ideologicznym widzimisie”, ale oczywistą potrzebą współczesnej demokracji i realizacją międzynarodowych zobowiązań Polski co najmniej od momentu ratyfikacji Konwencji ONZ o zwalczaniu wszelkich form dyskryminacji kobiet i wymogiem postanowień podjętych przez Światowe Konferencje ONZ – kairską z roku 1994 i Pekińską z roku 1995.

Z tych zobowiązań władze Polski wywiązywały się mało skutecznie, choć pierwszą próbą było utworzenie jeszcze w strukturze Ministerstwa pracy Biura ds. Kobiet w końcu lat 80-tych, a następną powołanie przez J.K. Bieleckiego pełnomocnika ds. kobiet i rodziny (A. Popowicz) oraz powołanie przez rząd W. Pawlaka pełnomocnika ds. rodziny i kobiet (J. Banach). Te niestabilne, o ograniczonych kompetencjach i praktycznie pozbawione budżetu instytucje likwidowane były natychmiast, kiedy wchodziły w kolizję z patriarchalnymi strukturami władzy, kiedy przejmowała ją prawica. Jednak ich działania nie pozbawione były wpływu na wzrost świadomości społecznej, przede wszystkim kobiet a budując ją, przyczyniły się do włączenia kwestii równości do głównego nurtu debaty publicznej i zrozumienia, że pomijanie praw kobiet i wyłączenie perspektywy gender nie jest uprawnione i możliwe w demokratycznym państwie prawa.

2. Pełnomocnik Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn - bilans sukcesów i niepowodzeń.

Powołany na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z 27.11.2001 r. (nowelizacja 25.06.2002 r.) Pełnomocnik ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn był pierwszym w Polsce organem państwa wyraźnie odpowiedzialnym za wprowadzanie perspektywy równości płci w działania legislacyjne rządu. Od czerwca 2002 r. Pełnomocnik pełnił także rolę organu państwa odpowiedzialnego za przeciwdziałanie dyskryminacji z przyczyn innych niż płeć, tj. rasy, pochodzenia etnicznego i narodowości, religii i przekonań, wieku oraz orientacji seksualnej. Podjęcie i realizacja zadań z tego obszaru umocniło budowę demokracji i zdecydowanie poszerzało realne możliwości ochrony podstawowych praw i wolności człowieka.

Podstawowe zadania wykonywane przez Pełnomocnika:

- opiniowanie projektów aktów prawnych pod kątem wprowadzania we wszystkie zakresy polityki rządu zasady równych szans i równego traktowania kobiet i mężczyzn, (rocznie opiniowano pod tym kątem kilkaset rządowych dokumentów)

- przygotowywanie projektów nowelizacji istniejących unormowań prawnych i programów rządowych pod kątem ochrony przed dyskryminacją,

- przygotowywanie i przedstawianie rządowi projektów ustaw,

- współpraca z organizacjami pozarządowymi, wspieranie ich działań i przedsięwzięć,

- podejmowanie interwencji w sprawach dotyczących ochrony przed dyskryminacją, poprzez zwracanie się do instytucji i organów państwa w sytuacji, gdy ich działania miały charakter dyskryminacyjny,

- współpraca z parlamentem,

- działania edukacyjne.

Oceniając swoje działania na stanowisku Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn chcę stwierdzić, że udało się stworzyć na cztery lata organ państwa, który choć niestabilny, bo pozbawiony ustawowego umocowania, nie mający dobrego, albo choćby dostatecznego do zakresu nałożonych nań obowiązków oprzyrządowania zarówno finansowego, jak i dostatecznej liczby pracowników, dobrze przysłużył się przede wszystkim rozumieniu praw człowieka i ochrony różnych grup społecznych przed dyskryminacją. Było to możliwe dzięki zespołowi ludzi zatrudnionych i skupionych wokół Pełnomocnika. Osoby zatrudnione w moim biurze były nie tylko profesjonalistami i profesjonalistami, ale także oddanymi naszej misji obrońcami praw człowieka. Dlatego dziennikarze mówili – tutaj panuje atmosfera nie biura administracji rządowej, ale burzy mózgów i zapału właściwego dla organizacji pozarządowej stworzonej i pracującej z ludźmi i na rzecz ich praw. Taki zespół jest moim osobistym sukcesem.

 

Cały tekst można pobrać ze strony:

bezuprzedzen.org

wtorek, 11 maja 2010
Największy wygrany prywatyzacji

Pierwsze pytanie do czytelników: w jakim tygodniku ukazał się konkurs dla studentów o wdzięcznym w.w. tytule? Można strzelać... Wprost? Gość Niedzielny? Newsweek?

Otóż nie. Ukazał się w powszechnie uważanym za lewicowy tygodniku Polityka! Całe 8 stron wkładki "Prywatyzacja 20 lat później" zostało opublikowanych pod patronatem Ministerstwa Skarbu. Czytamy i mamy wrażenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku. I z tej scieżki nie sprowadzi nas żaden tygodnik, gdyż już nie tylko prawica mówi o świetlanej neoliberalnej wizji sprywatyzowanego świata. [Inaczej mówi o nim Moore w nowym filmie: Capitalism: A Love Story]

Także, jakby któraś/yś z was miała ochotę wziąć udział i nie miała inspiracji, proponuję spojrzeć na biznesy tych oto panów: 100najbogatszych.wprost.pl. Chyba nie muszę wspominać, że imion żeńskich na liście brak. Imiona żeńskie siedzą na kasach na końcu drabiny społecznej tych biznesów.

Myślę, że jednak najlepszą książką, która się ukazała na temat sukcesów prywatyzacyjnych jest "Prywatyzując Polskę" amerykańskiej antropolożki Elizabeth Dunn.

I tutaj fragment na dziś: "Używanie przez Jonesa określeń "aktywa" i "obciążenia" w odniesieniu do menedżerów i stwierdzenie pracowników, że zrobiono z nich "gęsi" lub "niewolników", jasno pokazują, że prywatyzacja spowodowała zasadniczą zmianę w ontologii pracy w firmie. Jak pokazywał Polanyi (1944), w każdym systemie kapitalistycznym praca musi stać się fikcyjnym towarem. W Europie Wschodniej utowarowienie pracy osiągano dzięki jednoczesnemu uprzedmiotowieniu pracowników i wyrwaniu ich z sieci społecznych, czyli ich indywidualizacji. W wyniku prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowe, będące do tej pory wspólnotami pracowniczymi i instytucjami społecznymi, zostały przeobrażone w towary."

Uciekajmy! Prywatyzacja nadchodzi!

Dobrze, w takim razie ogłaszam KONKURS alternatywny, na tym blogu, czyli w całym kraju o tytule: "KTO STRACIŁ NA PRYWATYZACJI?"

Bez formularza, odpowiedzi można przesyłać na maila: ciotka_zofia[at]gazeta.pl, najciekawsze opublikuję tu, bo gdzieżby indziej:)

czwartek, 06 maja 2010
Inicjatywy oddolne

Pod koniec kwietnia pojawił się w bezpłatnej gazetce Metro wydawanej przez Agorę taki oto artykuł: "Gmina to nie urząd, tylko mieszkańcy". Od razu przypomniałam sobie nasze walki np. o schronisko dla kobiet - ofiar przemocy w Gdańsku, ale stadion był ważniejszy. Walkę o centrum kulturalne na Wielickiej w Krakowie - ale tu w Krakowie rządzi urząd, niepodzielnie. Kraków jest także zdaje się jednym z dwóch miast w Polsce, w którym nie można składać uchwał obywatelskich. Dziękujemy za demokrację panie Majchrowski!

Jednakże artykuł tchnie nadzieją: "Do nawiązania współpracy wystarczy dwóch mieszkańców gminy, którzy powinni napisać stosowny wniosek do burmistrza lub prezydenta miasta. Teren, na którym chcą działać, musi należeć do gminy. Może to być np. park, boisko, świetlica, parking, ale już nie prywatne osiedle mieszkaniowe. Wyobraźmy sobie, że zamierzają zorganizować kolonie letnie dla dzieci albo zajęcia pozalekcyjne. Mieszkańcy mogą udostępnić pomieszczenie, a gmina może opłacić nauczyciela. Jeżeli chcieliby np. uporządkować park, gmina może wypożyczyć im potrzebne do tego narzędzia."

A może tak miasto nie tylko swoim "kolesiom" dawałoby lokale, ale i miało feministyczny gest? Trzeba pomyśleć i zacząć działać:)

W Gdańsku ciekawa inicjatywa na FB "Nic o nas bez nas", kto wie, może i Rafał Górski będzie z nas kiedyś dumny, że jego zamysł dot. demokracji uczestniczącej uda się powoli wprowadzić...

niedziela, 25 kwietnia 2010
Queerowa rewolucja nadchodzi

Przygotowania do Queerowego Maja ruszyły całą parą, w działania radykalne włączyło się bardzo wiele osób, to pokrzepiające i daje nadzieję na oddolne zmiany społeczne. Lewitując wokół teorii queer wracam do starych publikacji i rozmyślam nad rozpychającą się ekonomią, która wszędzie wepcha swoje palce.

Krytyka Polityczna 11/12 2007, wywiad z Judith Butler: „Queer pojawił się jako krytyka polityki tożsamościowej, a gdy staje się tożsamością, staje się towarem rynkowym, sam staje się normą tego, jacy wszyscy powinniśmy być płynni. Myślę, że idea queer musi być powiązana bardzo mocno z jakimś politycznym projektem. Początkowo była związana z aktywizmem AIDS. Myślę, że dziś musi być związana z kwestią represji, przemocy, dyskryminacji, otwarcia publicznej przestrzeni, kwestią widoczności, że musi powrócić na drogę realizacji swojego radykalnego projektu.”

 

I o tym właśnie zagubieniu „idei queer” myślę. Gdzie jest ten radykalny projekt? Mam obawy, że będzie jak w USA (znów powracam do starej lektury – klasyki już – „No Logo” Naomi Klein):

Marketing tożsamości

Gwałtowna reakcja, jaką wywołała polityka tożsamości, przyczyniła się do odwrócenia naszej uwagi od faktu, iż duża część postulatów lepszej reprezentacji szybciutko została spełniona przez handlowców, właścicieli mediów i producentów pop-kultury – chociaż może nie z takich powodów, z jakich byśmy sobie życzyli.”

Queer urynkowione. Feminizm urynkowiony. Koniecznie należy wrócić do podstawowych idei oraz naciskać na zmiany polityczne, inaczej od tego mainstreamu nie uciekniemy, a on skieruje nas niekoniecznie na tory, na jakie byśmy chciały.

wtorek, 13 kwietnia 2010
Żałoba narodowa

No już czwarty dzień z rzędu, to trudno mi wybielania prezydenta słuchać... po tych dwóch latach terroru, z Giertychem wespół i świtą... no dobrze, nie można źle mówić o zmarłych... tyle osób zginęło, ale w kółko tylko Kaczyński i Kaczyński.

A naprawdę to szkoda Jarugi, która zawsze stała po stronie kobiet. Manify, rzecznictwo, konferencje, spotkania, była wspaniałą reprezentantką...

Najdziwniejsze jednak, że w ten weekend miały się odbywać dni antywojenne w Warszawie, w związku ze zwiększeniem "naszego" kontyngentu w Afganistanie. A kto zginął w wypadku? Wszyscy dowódcy. Za jednym zamachem. Można stworzyć teorię spiskową, że to terroryści porwali samolot, żeby (na wzór Hiszpanii) przeforsować wycofanie wojsk.

No cóż... płaczę raczej nad afgańskimi kobietami, które "wyzwalamy" niż nad tą "wierchuszką".

Ku refleksji...

Tagi